Walki tygodnia: Berlin vs. Bruksela, Naftogaz vs. Gazrpom, PGNiG vs. Gazprom

14 grudnia 2011 | Autor | Kategoria: Misja specjalna

W europejskiej energetyce zarysowały się ostatnio ciekawe linie sporu, których rozwój będzie miał decydujące znaczenie dla przyszłości energetycznej a co za tym idzie geopolitycznej w naszym regionie. Wydarzenia z ostatnich tygodni zasługują na podsumowanie jakim jest poniższy subiektywny przegląd energetyczny. A dzieje się dużo. Między Berlinem a Brukselą zaczyna iskrzyć w zakresie energetyki atomowej. Protokołu z Kioto bronimy już chyba tylko my – inni zarabiają na odejściu od niego. Rosjanie nie zdołali wymusić przejęcia Naftogazu. Walczą za to o czeską sieć przesyłową. Tymczasem PGNiG poszło z Gazpromem do sądu i grozi rosyjskiej spółce.

Oettinger czy Merkel?

Komisja Europejska opowiedziała się za rozwojem energetyki jądrowej na terenie Unii Europejskiej. Bruksela planuje budowę 40 obiektów atomowych do 2030 roku, pomimo ,,zwrotu energetycznego’’ dokonanego przez Berlin w tym roku. KE przekonuje, że atom jest bardziej ekologiczny, na przekór stanowisku rządu niemieckiego, który także z pobudek ekologicznych zarządził odłączenie z sieci wszystkich siłowni jądrowych do 2020 roku.

Możemy tu zaobserwować starcie między unijnym komisarzem ds. energii Guntherem Oettingerem, który na ogół promuje drogę wspólnotową w rozwiązywaniu problemów i jest propagatorem polityki solidarności energetycznej, a kanclerz Angelą Merkel która w przypadku Nord Streamu i wielu innych pokazała, że stawia głównie na niezależną, a więc nie biorącą pod uwagę interesów partnerów europejskich Niemiec politykę energetyczną tego kraju.

Można podejrzewać, że walczące pod dywanem buldogi rywalizują także o kawałek tortu jakim jest przyszły mix energetyczny w Unii Europejskiej. Możliwe, że za sprawą kryją się także porachunki frakcyjne wśród niemieckich chadeków. Z polskiego punktu widzenia sukces koncepcji Oettingera jest bardziej korzystny. Oby w tej rozgrywce unijny komisarz oparł się Stalowej Kanclerz.

W czasach kryzysu wracamy do matematyki

Kanadyjczycy poczuli kryzys i zaczęli liczyć. Podczas konferencji klimatycznej ONZ w Durbanie Kanada wystąpiła z ustaleń protokołu z Kioto. Minister Spraw Zagranicznych Peter Kent przekonywał, że skoro najwięksi emitenci CO2 (USA i Chiny) nie podpisały traktatu, to nie ma on żadnego sensu a Kanadzie przynosi jedynie straty gospodarcze. Według wyliczeń specjalistów spełnienie wymogów protokołu w przyszłym roku kosztowałoby Ottawę 14 miliardów dolarów czyli 10,5 miliarda euro. Kanadyjczycy zajrzeli do portfela i stwierdzili, że nie czas na wybujałe, zideologizowane projekty. Za nimi pójdą inni, szczególnie, że każdy następny kraj będzie miał komfort odstępowania od traktatu za zasłoną stanowiska Ottawy. Tylko Unia Europejska obstaje przy celach klimatycznych, których podwyższanie forsuje lobby ekologiczne na Starym Kontynencie.

Nie będzie rabatu, nie będzie sprzedaży Naftogazu

Po tygodniach negocjacji premier Ukrainy Mykoła Azarow doprowadził do odrzucenia pomysłów na podzielenie się siecią energetyczną jego kraju z Rosjanami. Koncepcja prezydencka zakładająca stworzenie konsorcjum z udziałem Naftogazu, Gazpromu i ,,europejskiej firmy energetycznej’’ była zbyt niewyraźna. Pomysł Rosjan na stworzenie dwóch joint venture w wypadku realizacji oznaczałby utratę podmiotowości energetycznej Kijowa na własnym terytorium. Zapewne wiedział to premier Azarow, który stanowczo sprzeciwił się wszelkim planom podzielenia się Naftogazem z Moskwą. Polityk stwierdził, że skoro Rosja chce 400 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, to trzeba płacić, a o żadnej sprzedaży sreber rodowych mowy być nie może. Ukraina znalazła się tym samym w bardzo trudnej sytuacji bo broniąc swej suwerenności w sektorze energetycznym skazała się na wysokie ceny gazu a co za tym idzie utrudnienia dla gospodarki, co nie pomoże w ratowaniu tamtejszego budżetu, który jest w tak kiepskiej sytuacji, że Ukraina była ostatnio zmuszona zawiesić budowę swojego portu LNG w Odessie.

Czechy na celowniku Gazpromu

Polska jest w komfortowej sytuacji posiadania kontroli nad operatorem sieci przesyłowych – Gaz Systemem. Nasz południowy sąsiad nie ma tego szczęścia. Tamtejszy operator Net4Gas należy do niemieckiego RWE, które zachorowało ostatnio na gorączkę sprzedaży wymuszoną przez straty spowodowane wspomnianym wcześniej odłączeniu atomu w RFN. Krążą plotki, że czeski operator może zostać wystawiony na sprzedaż a wtedy z pewnością zainteresowaliby się nim Rosjanie. Net4Gas ma zarządzać gazociągiem Moravia, czyli czeskim odcinkiem infrastruktury Korytarza Północ-Południe, który według koncepcji zaaprobowanej przez Unię Europejską miałby łączyć za pomocą rur przesyłowych terminale LNG w Świnoujściu i Adrii (Chorwacja).

Jeśli Gazprom uzyska wpływ na Net4Gas to problemy z realizacją zadań przez tę infrastrukturę będą dużo bardziej prawdopodobne. Szczególnie, że to właśnie Moravia ma łączyć Polskę i Czechy, a co za tym idzie pozostałe kraje zainteresowane dywersyfikacją, z hubem gazowym w Baumgarten (Austria) do którego ma zostać w przyszłości doprowadzany gaz z gazociągu Nabucco. A zatem projekt solidarności energetycznej własnie wystawił podbrzusze i wystarczy jeden zgrabny ruch Rosjan by wykorzystać tę sytuację. Na nieszczęście europejskiej solidarności energetycznej ani Niemcy z RWE, ani Czesi z tamtejszego Urzędu Regulacji Energetyki nie wydają się jej popierać.

Gazprom kontra PGNiG

Rosyjski monopolista gazowy wyznaczył już swojego arbitra przed trybunałem w Sztokholmie, który ma rozstrzygnąć spór z PGNiG o ceny importu gazu wyznaczone dla polskiego przedsiębiorstwa. Polacy chcieliby obniżki o ,,kilkanaście procent’’. W ciągu miesiąca ma zostać utworzone trzyosobowe gremium arbitrów międzynarodowych którzy większością głosów podejmą decyzję w tej sprawie. Prezes PGNiG Michał Szubski nie przebierał w słowach, grożąc Gazpromowi, że sąd arbitrażowy to ostatnia szansa na ustalenie wzajemnie korzystnych zasad długoterminowej współpracy? Czyżby oznaczało to, że Polacy postanowili w razie niepowodzenia w Sztokholmie uderzyć w umowę gazową? Już teraz ceny gazu na rynkach spotowych mogą być tańsze niż wyznaczone na mocy tego dokumentu. Sytuacja zmieni się jeszcze bardziej po uruchomieniu terminalu w Świnoujściu? Być może rachunek ekonomiczny wymusi na PGNiG odejście od niekorzystnej umowy? No chyba, że znów zwycięży polityka – oprócz umów między przedsiębiorstwami w ramach porozumienia z Rosjanami podpisano także umowę międzyrządową.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Napisz nowy komentarz


dziewięć − 5 =