Rosjanie patrzą na Wschód. Gdzie powinna patrzeć Europa?
24 listopada 2011 | Autor Wojciech Jakóbik | Kategoria: Misja specjalna
Liczyła na to Rosja i spodziewał się świat. Pisano o tym w zachodniej prasie i na łamach portalu Europa Bezpieczeństwo Energia. Należy pogodzić się z faktem, że powoli kończy się era współzależności energetycznej między Starym Kontynentem a Rosją. Europa musi sobie z tego zdać sprawę, by na tym nie stracić a zyskać.
,,Wzmacnianie roli Rosji w globalnym sektorze energetycznym za pomocą produkcji i przesyłu energii oznacza wzmacnianie stanowiska kraju w polityce zagranicznej. Mając to na uwadze, rosyjska polityka ws. gazu i ropy naftowej powinna być nie tylko ważną częścią rosyjskiej polityki zagranicznej ale jednym z jej głównych instrumentów’’ – przewodniczący Komitetu Spraw Międzynarodowych przy Radzie Federacji Michaił Margelow (17.11.2011).
W kilku artykułach (1, 2)w portalu próbowałem zakwestionować tezę o wyważonej współzależności energetycznej między wspomnianymi podmiotami polityki energetycznej. Być może dzisiaj Rosja nie ma alternatywy dla rynku gazu w Europie, ale podejmuje intensywne działania mające zmienić tę sytuację. Zmiana jest nieuchronna, ponieważ rynek europejski zamiera ze względu na kryzys, a popyt na energetykę na Wschodzie, w Indiach i Chinach ma stale rosnąc, w miarę jak gospodarki tych państw będą się stawać coraz bardziej żarłoczne.
O zmianie priorytetów mówi Minister Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Podczas Szczytu Wschodnioazjatyckiego[1] na Bali (Indonezja) 19 listopada 2011, Ławrow stwierdził, że jego kraj zwiększy eksport węglowodorów do wschodniej Azji by ,,poprawić bezpieczeństwo energetyczne i wspierać stabilny wzrost ekonomiczny w regionie’’. Rosjanie planują poszerzać współpracę z państwami tej części świata – poszukiwać wspólnie alternatywnych źródeł energii, rozwijać branżę LNG i rozbudowywać infrastrukturę. W tym roju Rosja po raz pierwszy wysłała swoich przedstawicieli na Szczyt, co również świadczy o wzroście jej zainteresowania regionem.
Rosjanie planują rozbudowywać infrastrukturę energetyczną na Dalekim Wschodzie. Zamierzają sprzedawać nadal ropę do Chin i wejść na tamten rynek gazowy. Prędzej czy później im się to uda, ponieważ Pekin, tak jak New Delhi będzie potrzebował wielkich ilości surowców by zaspokoić galopującą gospodarkę Państwa Środka. Rosja oparta do tej pory na zachodnim filarze eksportu do Unii Europejskiej stworzy niebawem drugi filar – eksport na Wschód.
Kraje europejskie będą dla niej coraz mniej atrakcyjne ze względu na wprowadzaną niemalże siłą politykę solidarności europejskiej (przede wszystkim trzeci pakiet energetyczny, sieciowanie i modernizacja infrastruktury) ale i w wyniku malejącej konsumpcji energii będącej wynikiem kryzysu gospodarczego. Oprócz tego, na Starym Kontynencie będą się wciąż pojawiać nowe źródła energii. Chodzi o dostawy LNG do projektowanych terminali w Świnoujściu, w jednym z państw bałtyckich, w Chorwacji; gaz niekonwencjonalny (na czele z jego najpopularniejszym przedstawicielem – gazem łupkowym) i czyste technologie węglowe. Niejasna jest przyszłość energetyki odnawialnej, którą mocno promują Niemcy ale rzeczywistość ekonomiczna może brutalnie zweryfikować ich wizję.
Jeśli w Europie zwycięży kurs reprezentowany przez osobę komisarza do spraw energii Gunthera Oettingera (nazwany przeze mnie umownie multilateralnym), starającego się narzucić jednorodne i wspólne zasady oraz doprowadzić do połączenia infrastruktury krajów członkowskich, Rosja może w przyszłości na dobre wycofać się z pozycji monopolisty na kontynencie. Rosjanie boją się trzeciego pakietu energetycznego, bo jest on wymierzony w ich pozycję na rynku energii w Europie. To sprzeciw Oettingera blokuje do tej pory potraktowanie South Stream jako inwestycji wyłączonej z zasad pakietu. Rosjanie chcieli, by po jego powstaniu gazociąg pozostał pod kontrolą Gazpromu wbrew zasadzie Third Party Access (wchodzącej w skład Trzeciego Pakietu), jak ma to miejsce w przypadku gazociągu Nord Stream, którego budowa rozpoczęła się przed opracowaniem tej zasady.
Gdyby nie niemiecki komisarz, wizję rosyjską chętnie zrealizowałaby kanclerz Angela Merkel, która może symbolizować nurt unilateralny w polityce energetycznej. Za jej kadencji Berlin kontynuuje politykę względem Moskwy z pominięciem mechanizmów unijnych, także w dziedzinie energetyki. Jeśli zwycięży jej kurs, Europa prawdopodobnie zaprzepaści swoje szanse na rozwój i jeszcze długo pozostanie w zależności od rosyjskich dostaw. Ten pesymistyczny scenariusz wiązałby się ze zwycięstwem lobbingu przeciwko nowym gałęziom energetyki, który rozwija się prężnie w Niemczech, Francji i Parlamencie Europejskim.
Scenariusz ów jest o tyle niebezpieczny, że w razie realizacji rosyjskich planów dywersyfikacji rynków zbytu, Moskwa byłaby dalece mniej zależna od Europy, niż Stary Kontynent od Moskwy. To daje szerokie pole do popisu rosyjskiej dyplomacji, która utrzymując Europę w żelaznym uścisku mogłaby kupić wszystko za odpowiednią ilość gazu lub ropy, albo za pomocą groźby wstrzymania dostaw.
Dlatego też zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest poparcie kursu Oettingera. Kraje europejskie powinny skorzystać z bogactwa jakie nadal kryją w sobie wielkie pokłady węgla w Europie Środkowej czy nowe źródło jakim jest gaz łupkowy. Promowana przez niemieckiego komisarza integracja sieci przesyłowych to szansa na zapewnienie bezpieczeństwa dostaw, bez względu na kaprysy naszego głównego dostawcy. Do realizacji optymistycznego scenariusza w którym Europa oswobadza się z zależności energetycznej względem Rosji, podczas gdy ta szuka sobie nowych kontrahentów, niezbędna jest solidarność w ramach Unii Europejskiej i formułowanie wspólnego stanowiska.
Niestety nastały złe czasy dla multilateralnej formuły rozwiązywania problemów. Kryzys pokazał, że w sytuacji zagrożenia partykularyzmy biorą górę. Jeśli Europa nie przełamie kryzysu ekonomicznego, nie pokona również kryzysu integracji. Jeśli nie utrzyma wspólnej polityki energetycznej, to nie pomogą ani łupkowe, ani węglowe rewolucje – będzie skazana na układ Berlin-Moskwa rozdający karty w naszym regionie przy jednoczesnym spadku znaczenia kontynentu jako całości. Alternatywa to działanie każdego kraju na własną rękę, uwolnienie antagonizmów i zagrożenie nowym konfliktem w Europie.
[1] Szczyt Wschodnioazjatycki to coroczne wydarzenie w którym biorą udział przedstawiciele 10-ciu krajów ASEAN (Association of South East Asian Nations) – Indonezji, Malezji, Filipin, Singapuru, Tajlandii, Brunei, Myanmaru, Kambodży, Laosu i Wietnamu – oraz Rosji, Chin, Japonii, Indii, Australii, Nowej Zelandii i Korei Południowej.





