Łupki szkodliwe dla wody? Brak dowodów
15 listopada 2011 | Autor Bartosz Marcinkowski | Kategoria: Misja specjalna
Przed Wielkanocą tego roku w Rogowie na Zamojszczyźnie w domach części mieszkańców z kranu popłynęła czerna, nienadająca się do picia woda. Rogowianie winą za to jednogłośnie obarczyli badania sejsmiczne, jakie w tym regionie przeprowadzały Chevron i Geofizyka Toruń poszukując złóż gazu łupkowego. Spowodowało to zakończenie prac poszukiwawczych w gminie Grabowiec, pomimo braku jednoznacznych dowodów na to, że to właśnie prace geologiczne (prowadzone bezinwazyjną metodą wibratorową) zanieczyściły wodę w domostwach. Stanisław Jaślikowski z sanepidu w Zamościu podkreślał, że nie wiadomo, czy badania mają związek z zanieczyszczeniami. Tadeusz Goździejewski, wójt Grabowca, zauważył że w jego miejscowości nie nastąpiły żadne negatywne zmiany. Dlaczego przerwano więc badania? Pytanie to warto zadać zwłaszcza w obliczu odkryć University of Texas’s Energy Institute na temat wpływu technik wydobywczych gazu łupkowego na zanieczyszczenie wód gruntowych.
Wstępne wyniki tych badań, opublikowane 9 listopada br. wykazały, że nie ma związku między działaniami wydobywczymi i zanieczyszczeniem wody. Profesor Charles Goat z Uniwersytetu w Teksasie twierdzi, że ryzyko zanieczyszczenia w przypadku stosowania metod wybobywczych łupków (przede wszystkim szczelinowania hydraulicznego) jest takie samo jak przy tradycyjnych technikach stosowanych przy eksploatacji ropy naftowej. „Naruszenia, które zaobserwowaliśmy nie mają, lub mają niewielki wpływ na wody gruntowe” – twierdzi naukowiec.
Metoda szczelinowania polega na wprowadzaniu pod ziemię dużej ilości wody wymieszanej z piaskiem i chemikaliami i wtłaczanie jej w skały, w których szczelinach znajduje się gaz. Goat mówi, że w powszechnej opinii większość ludzi nie uważa tej metody za dobrą, ze względu na obawy o przedostanie się składników wody używanej do szczelinowania do wód gruntowych, używanych przez nich do codziennych czynności. Profesor zaznacza jednak, że obawy te są bezpodstawne, choćby z tego powodu, że woda znajduje się ledwie kilkaset stóp pod ziemią, podczag gdy złoża gazu łupkowego aż kilka tysięcy – jednak na ostateczne wyniki badan pozostaje czekać do początku przyszłego roku.
Z drugiej strony, badania Duke University opublikowane w maju br. wskazały, że w studniach znajdujących się w pobliżu wierceń odnotowano podwyższony poziom metanu w wodzie. I tu jednak brak dowodów na ścisłe powiązanie szczelinowania hydraulicznego i innych metod wydobywczych z zanieczyszczeniami. Podobne badania prowadzi także Environmental Protection Agency, o których w swoim artykule pisał Wojciech Jakóbik. Raport EPA ma ukazać się równolegle z raportem teksaskiej uczelni.
Czy zatem na zamojszczyźnie zbyt wcześnie zdecydowano się przerwać prace? Wydaje się, że tak: przeświadczenie o tym, że woda z kranu w Rogowie to efekt poszukiwań to dotychczas tylko mniej lub bardziej uzasadnione obawy – nie poparte naukowymi argumentami. Jeżeli Polska chce coś mieć ze swojego naturalnego bogactwa, nie może ulegać kilku skargom, co do których zasadności nie ma pewności nawet szef miejscowego sanepidu. Polskiego myślenia o gazie łupkowym nie mogą zdominować popkulturowe wyobrażenia wykreowane przez ekologów, obecne np. w słynnym „antyłupkowym” manifeście filmowym „Kraina gazem płynąca”.





