Bogdan Marcinkiewicz: Wojna niemiecko–francuska i zwycięstwo Polski
1 sierpnia 2011 | Autor Redakcja | Kategoria: Eksperci
Niemcy wyłączają elektrownie jądrowe! Czy jestem zaskoczony? Raczej nie. Zastanawiałem się tylko, jaki znajdą sobie pretekst. Przyznam, że nie przyszło mi jednak do głowy, że decyzję podejmą po niezwykle pechowej awarii w Fukushimie. Porównywanie niemieckich i japońskich elektrowni pod względem zagrożeń wynikających z użytkowania ma się jak „piernik do wiatraka”.Gospodarka naszego zachodniego sąsiada ma się jednak bardzo dobrze, więc kto bogatemu zabroni. Strumień gotówki spływa szeroko za sprawą silnego eksportu produktów i technologii. Dlatego nie jest dla mnie zaskoczeniem próba przekonania świata do niskoemisyjnych technologii. Pytanie tylko, czy ludzkość jest gotowa na taki radykalny zwrot, skoro tak mocno podzielona jest w tej kwestii zjednoczona Europa.
Posługując się najnowszym raportem międzynarodowej agencji energii, można zauważyć, że prognozy zakładają złotą erę gazu ziemnego. Jest to oczywistą konsekwencją prowadzonej obecnie polityki redukcji emisji CO2 w UE. Wiadomo przecież powszechnie, iż spalanie gazu to znacznie niższa emisja CO2 niż w przypadku węgla. Niemcy gazu nie mają zbyt wiele, ale relacje z Rosją mają doskonałe. Ponadto zakładają, iż powstałą lukę po siłowniach atomowych skutecznie wypełnią źródła energii odnawialnej. Nasi zachodni sąsiedzi zdają sobie jednak sprawę z tego, iż obecnie najtańsza energia produkowana jest w elektrowniach węglowych i elektrowniach wodnych. Koszt produkcji megawatogodziny sięga 60 – 80 euro. Do tej pory znacznie wyższe były koszty produkcji energii na bazie gazu ziemnego. Wynosiły one około 100 – 110 euro. Pomiędzy elektrowniami gazowymi a energią z elektrowni węglowych uplasowały się elektrownie jądrowe – koszt 60 – 90 euro za megawatogodzinę. Natomiast najdroższe były odnawiane źródła energii, w których produkcja megawatogodziny przykładowo w farmach wiatrowych, to koszt w granicach nawet do 300 – 400 euro.
Zakładam więc intensywny rozwój technologiczny, którego konsekwencją ma być obniżenie kosztów produkcji energii odnawialnej. By zapewnić konkurencyjność tym źródłom, wprowadzono niezwykle kosztowne opłaty za emisję CO2, które – jak wszyscy wiemy – bardzo mocno uderzą w nasze portfele.
Polska co prawda zaskarżyła w piątek do Trybunału Sprawiedliwości UE decyzję KE dotyczącą limitów darmowych pozwoleń na emisje CO2 w przemyśle, jednak czy nasz głos zostanie wysłuchany, przekonamy się dopiero za jakiś czas.
Łatwo więc zauważyć, iż strategia Niemców zakłada takie rozpowszechnienie własnych technologii, by z powodzeniem wypierały one konwencjonalne źródła energii nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Jest jednak jeden mały problem. Kilka dni temu prezydent Francji Nicolas Sarkozy poinformował, iż rząd francuski zamierza przeznaczyć, tylko w najbliższym czasie, miliard euro na rozwój elektrowni atomowych czwartej generacji. Siłownie te mają być bardzo bezpieczne i odporne praktycznie na wszystkie możliwe zagrożenia zewnętrzne. Czy zapowiada to technologiczną wojnę francusko-niemiecką? Uważam, że jest to bardzo prawdopodobne.
Pytaniem kluczowym jest jednak to, co w tej sytuacji powinna zrobić Polska? Przecież to my w najbliższym czasie mamy podjąć decyzję o miejscu budowy naszej pierwszej elektrowni jądrowej.
Może powinniśmy postawić francuskie elektrownie jądrowe (Koncern EDF już od dawna monitoruje sytuację w Polsce), które z założenia mają częściowo pokryć zapotrzebowanie naszego kraju na energię po roku 2050. W zamian za to możemy na przykład oczekiwać, że Paryż poprze nasze działania zmierzające do eksploatacji gazu łupkowego na skalę przemysłową. Dlaczego taki układ byłby korzystny dla Francji? Po pierwsze elektrownie jądrowe są alternatywą dla silnie promowanych technologii odnawialnych. Po drugie – ksploatacja gazu łupkowego będzie korzystna także dla Francji, bo najpewniej także tam zasoby gazu są całkiem spore. W tej chwili problemem jest sposób eksploatacji, podobno silnie oddziałujący na środowisko naturalne. Kto jednak wie, jak będzie to wyglądać w przyszłości?
Pozostaje pytanie, gdzie w tym miksie znajdzie się miejsce dla naszego węgla, bo przecież o to paliwo nadal opiera się nasza gospodarka? To bardzo proste – systematyczny rozwój technologii CCS. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Odpowiedź nasuwa się sama. Sukces giełdowy Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW SA) to blisko 6 miliardów wpływów do budżetu. Zdaniem Joanny Strzelec – Łobodzińskiej zarządzającej obecnie w Kompanii Węglowej (KW) spółka ma szansę pojawić się na giełdzie już za trzy lata. Normalnym tokiem myślenia jest więc przeznaczenie przynajmniej części środków pozyskanych z giełdy na rozwój CCS. To przecież leży w interesie tej spółki. Jest więc bardzo prosty sposób, by Polska stała się europejskim liderem rozwoju tej technologii i jej eksporterem na cały świat.
Oryginalny tekst został zamieszczony na portalu Posła do PE Bogdana Marcinkiewicza. Materiał opublikowany za zgodą autora.





